wtorek, 22 sierpnia 2017

We wspólnym rytmie - Jojo Moyes

Świat Natashy rozsypał się wraz z odejściem męża. Gniew i zraniona duma popchnęły ją do zrobienia rzeczy, których potem żałowała. Gdy człowiek traci kogoś bliskiego, nie zawsze zachowuje się rozsądnie. Natasha zamknęła się w swojej samotności, postawiła na niezależność i karierę. Kiedy decyduje się pomóc spotkanej w podejrzanych okolicznościach Sarze, nie przypuszcza, że ta „dziewczynka znikąd” odkryje przed nią życie na nowo. Co się stanie, gdy Natasha zaryzykuje wszystko dla dziewczynki, której nawet nie zna i nie rozumie? Czego można się nauczyć od osoby, która kocha bardziej konie niż ludzi? 

Po ogromnym zastoju czytelniczym, setce przeciwności i wczasach nad cudnym morzem, w końcu wracam, zwarta i gotowa! Nie wiem, co jest tego powodem, ale w ciągu ostatnich dwóch tygodni nie potrafiłam się zmusić, by czytać. Mój mózg się zagrzał i przepracował, nie umiałam nawet spojrzeć na książkę. Teraz jednak nabrałam ogromnego apetytu na literaturę. Zawsze po zastoju trzeba przeczytać taki twór, który z powrotem nas rozbudzi i dzięki któremu na nowo zaczniemy pałać miłością do literek. Dla mnie takim tworem jest "We wspólnym rytmie" autorstwa Jojo Moyes - znanej z powieści "Zanim się pojawiłeś" kobiety, której grono przeciwników niemal równa się gronu fanów, przynajmniej ja to tak odbieram. Sama mam z tą kobitką nieciekawe doświadczenie, bo po przeczytaniu "Kiedy odszedłeś", okrutnego gniotu, zrzekałam się, że już żadnej jej książki kijem nie tknę. Oczywiście obietnicy nie dotrzymałam, jak to ze mną bywa. Na szczęście ani trochę tego nie żałuję :)

© Szablon wykonała Ronnie ™ | RONNIE creators