poniedziałek, 15 maja 2017

Najlepsza książka Colleen Hoover? O Maybe Someday słów kilka


On, Ridge, gra na gitarze tak, że porusza każdego. Ale jego utworom brakuje jednego: tekstów. Gdy zauważa dziewczynę z sąsiedztwa śpiewającą do jego muzyki, postanawia ją bliżej poznać.
Ona, Sydney, ma poukładane życie: studiuje, pracuje, jest w stabilnym związku. Wszystko to rozpada się na kawałki w ciągu kilku godzin. Wkrótce tych dwoje odkryje, że razem mogą stworzyć coś wyjątkowego. Dowiedzą się także, jak łatwo złamać czyjeś serce… "Maybe Someday" to opowieść o ludziach rozdartych między „może kiedyś” a „właśnie teraz”, o emocjach ukrytych między słowami i o muzyce, którą czuje się całym ciałem. 

Ogarnia mnie tak ogromny smutek, że nawet nie próbuję już powstrzymać płaczu. Płaczę z powodu śmierci czegoś, co tak naprawdę nigdy nie miało szansy żyć.

Maybe Someday jest absolutnie wyjątkową książką z kilku powodów, których wymienić nie mogę. Mogę za to powiedzieć, że zachwyci was nietuzinkowość tej powieści, jej niesamowity wydźwięk, emocje w niej zawarte, muzyka... Właśnie, muzyka. Można by rzec, że to najważniejsza część tej książki. Pełni w niej ogromną rolę, teksty są naprawdę wyjątkowe, ale pomyślcie - potrafilibyście wyobrazić sobie brzmienie piosenki znając sam jej tekst? Wątpię, chyba że ktoś ma naprawdę bujną wyobraźnię. Właśnie dla takich ludzi jak ja, czyli dla beztalenci muzycznych bez wyobraźni na wysokim poziomie, stworzono specjalną, jedyną w swoim rodzaju playlistę, która w rzeczywistości jest piosenkami z książki. Można je wszystkie przesłuchać podczas czytania, co niesamowicie rozbudza ciekawość i właśnie dzięki temu czuję jeszcze większą miłość do Maybe Someday.

Nawet osoby, które nie przepadają za new adult, słyszały o Colleen Hoover. Trudno się dziwić. Autorka jest naprawdę świetna, jej książki są genialne. Osobiście poznałam ją dzięki "Hopeless" i pokochałam od pierwszego spotkania! Dotychczas była to moja ulubiona powieść Hoover, jednak teraz niestety spadła z pierwszego miejsca.
Maybe Someday powiela schematy. Kilka osób już to zauważyło i nie będę się z tym spierać. W książce mamy trójkąt miłosny, nieciekawą przeszłość, rozterki miłosne... Okej, wiedziałam o tym wszystkim sięgając po tę powieść. No więc zaczynam czytać, całkiem sympatyczny początek, autorka wprowadza nas w akcję w dosyć trudnym dla Sydney momencie, jedziemy dalej, już zaczynam się zastanawiać, o co tyle krzyku z tą książką, aż tu nagle... dochodzę do momentu, w którym mnie zamurowało. Dosłownie. Byłam tak samo zaskoczona jak główna bohaterka. Ten określony moment następuje gdzieś niedaleko początku, a potem akcja już leci i się nie zatrzymuje. Colleen Hoover wie, jak zamienić swoje z pozoru typowe książki w coś absolutnie wyjątkowego.
Ludzie nie wybierają, w kim się zakochują. Mogą jedynie wybrać, kogo dalej będą kochać.
Ridge. Ciężko napisać o nim coś, co będzie w miarę spójne, bez zbędnych "ochów i achów". Cóż mogę powiedzieć? Cudownie wykreowana postać - gdyby istniał naprawdę, świat by na niego nie zasługiwał. Jest wyjątkowy i nie spotkałam jeszcze w literaturze młodego mężczyzny tego typu. Do Syndey też nie mam żadnych większych zastrzeżeń. Była rozsądna i nie drażniła mnie tak, jak robi to większość żeńskich postaci tego gatunku. Właściwie byłam w stanie zrozumieć każdą jej decyzję. Jedynym minusem było to, że jak dla mnie wszystko działo się stanowczo zbyt szybko. Przez to książka straciła na wiarygodności i staje się dla nas oczywiste, że taka historia nigdy nie miałaby prawa się wydarzyć. Nie traktuję tego jednak jako ogromnej wady, bo książki już mają to do siebie, że opowiadają o zdarzeniach, które mają umilić nam czas, a niekoniecznie dać nadzieję na przybycie rycerza na białym koniu.
Mimo moich wcześniejszych zachwytów nad Ridgem, nie jest on moim ulubionym bohaterem... Przedstawiam wam Warrena - postać, która bez problemu mogłaby zostać moim chłopakiem :D Bezkonfliktowy, wyluzowany, wiecznie śpiący, zabawny i uwielbiający jedzenie. Czego można więcej chcieć? Mamy tu też Maggie, czyli kochane słoneczko i uśmiechniętą kulkę szczęścia. Początkowo podejrzewałam ją o same najgorsze rzeczy, bo nie sądziłam, że postać może być aż taka fajna. Było to dla mnie trochę podejrzane. Jak się jednak okazuje, postać MOŻE być aż taka fajna - nawet, jeśli na siłę chciałabym znaleźć coś przeciwko niej, nie dałabym rady. Co nie oznacza, że dziewczyna jest idealna. Wręcz przeciwnie, jednak jej wady dodawały jej tylko uroku.
Aż dziwnie się czuję, tak wychwalając jakiś twór pod niebiosa, ale muszę wspomnieć o jeszcze jednej ogromnej zalecie. Wszystkie teksty piosenek zawarte w książce pozostały w oryginale, tzn. nikt ich nie przetłumaczył na język polski. O ile po angielsku coś brzmi cudownie, po polsku jest już gorzej. Nic mnie mocniej nie wkurza, niż nieudolne tłumaczenia. Jeśli jednak macie problem i nie rozumiecie w pierwowzorze, możecie zerknąć na sam koniec książki, gdzie faktycznie tłumaczenia się znajdują, jednak ja nawet tam nie zaglądałam. Warto też docenić piękną oprawę graficzną. Powieść prezentuje się cudownie, choć osobiście pierwsza wersja okładki bardziej przypadła mi do gustu.
Ja: Jak tam magisterka?
Maggie: [...] Gdyby ta praca była dzieckiem, bez wahania oddałabym ją do adopcji. A gdyby była słodkim włochatym szczeniaczkiem, porzuciłabym ją na środku ruchliwego skrzyżowania i odjechała z piskiem opon.
Czytając Maybe Someday, poczułam całą gamę silnych uczuć - od rozbawienia zacząwszy, na załamaniu nerwowym skończywszy. Wydawać by się mogło, że książka ta jest lekka, zważywszy na wszystkie humorystyczne lub słodko-cukierkowe momenty, ale pojawiają się tu wątki znacznie bardziej istotne. Przeczytamy o chorobie, zdradzie, tłumieniu uczuć, kłamstwach... Powiem tak - autorka przeszła samą siebie. Płakałam, śmiałam się, odkładałam książkę z wściekłością, a to wszystko w przeciągu kilku minut. Polecam wam tę książkę całym serduchem, nie pożałujecie.

Ilość stron: 378
Ocena: 8,5/10

23 komentarze :

  1. Słyszałam o tej książce wiele dobrego, muszę ją koniecznie przeczytać! :) Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie słyszałam o tej książce ani o autorce bo ten gatunek nie jest mi bliski, ale myślę, że po nią sięgnę. Muzyka zawsze była mi bliska i myślę, że to może być idealna lektura dla mnie :) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto zacząć przygodę z gatunkiem właśnie od tej książki :)

      Usuń
  3. Uwielbiam te autorkę i Tobie wierzę, że książka jest dobra. :) Muszę w końcu po nią sięgnąć. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro uwielbiasz Colleen, to będziesz zachwycona :)

      Usuń
  4. Jedni tą książką się zachwycają, inni uważają ją za lekturę dosyć przeciętną. Ja sama niestety jej nie czytałam,więc wypowiedzieć się nie mogę. Chyba będzie trzeba wreszcie spróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze najlepiej samemu się przekonać!

      Usuń
  5. To zdecydowanie moja ulubiona książka Colleen ;) Uwielbiam Ridge'a, a playlista Griffina... No cudo, po prostu cudo ;)

    Pozdrawiam serdecznie,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. W końcu muszę się dokładniej zapoznać z twórczością autorki! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja jestem zawiedziona. :<
    Czytałam masę pozytywnych opinii o tej książce i naprawdę liczyłam na coś dużo, dużo, dużo lepszego. xD
    Niestety nudziłam się podczas czytania a akcja bardzo mi się dluzyła. :/
    Ale wiadomo - każdy ma inny gust. :)
    Pozdrawiam! :)
    http://recenzjeklaudii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam, i swoją drogą - to właśnie od tej książki zaczęła się moja miłość do Colleen Hoover, bo była to pierwsza jej książka, którą przeczytałam ;) Jednak w moim przypadku to "Hopeless" bardziej mnie urzekło, jak również "Losing hope" i "November 9". Nawet "Ugly love" jakoś bardziej utkwiło mi w pamięci, łącznie z emocjami jakie mi przy niej towarzyszyły. Niemniej jednak do "Maybe someday" mam ogromny sentyment, bo właśnie ona zapoczątkowała moją przygodę z gatunkiem i twórczością Hoover :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "November 9" jeszcze przede mna, natomiast "Ugly love" mi się nie podobało, jak dla mnie to najgorsza książka Colleen :(

      Usuń
  9. Czytałam i byłam zachwycona książką. Jest numerem jeden dla mnie, chociaż November 9 chyba też, sama nie mogę zdecydować. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "November 9" jeszcze przede mną, bo wiele osób twierdzi, że jest świetna :)

      Usuń
  10. Do tej pory czytałam Hopeless,Losing hope,Pułapkę uczuć i Never Never.Tę mam w planach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z całego tego spisu nie czytałam tylko "Pułapki uczuć", ale kiedyś to na pewno nadrobię :)

      Usuń
  11. Roześmiałam się, gdy dotarłam do słów o idealnym chłopaku, upostaciowanym przez Warrena i przyznaję się, że taki zestaw zalet przemawia do mnie bardzo silnie - nie oparłabym się urokowi bohatera :D
    Miło mi czytać, że kolejna powieść Coleen Hoover prześcignęła już Twego dotychczasowego faworyta, a oskarżenia o schematyczność znikają pod przyjemnością, jakiej lektura dostarcza. Podobnie, jak i Ty uważam, że wady postaci przydają im uroku, zbliżając się do rzeczywistości. Kto jest gotowy obdarzyć prawdziwą sympatią ideał? Podziw - byc może, ale chyba zaprawiony strachem :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytałam i bardzo mi się podobała :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Cytat o magisterce... Taki prawdziwy :D

    OdpowiedzUsuń

© Szablon wykonała Ronnie ™ | RONNIE creators