sobota, 18 marca 2017

Making faces - Amy Harmon

 W małym, cichym miasteczku mieszkała grupa przyjaciół. Wśród nich Ambrose Young — błyskotliwy i śmiały, młody zapaśnik ze sporymi szansami na sportową karierę. Nic dziwnego, że nie zwrócił uwagi na Fern Taylor. Zawsze miła i pogodna, nie rzucała się w oczy. Nie zauważył, że obdarzyła go uczuciem szczerym i silnym — to dla niego za mało. Ich wspólna historia mogłaby nigdy nie powstać, gdyby pewnego dnia nie wybuchła wojna. Ambrose wraz z czterema przyjaciółmi z miasteczka wyruszył do Iraku. Wrócił sam, ciężko ranny. Stracił nadzieję, ale nie Fern. Jej uczucie do niego wciąż trwało, choć już wkrótce okazało się, że miłość do mężczyzny ze złamaną duszą nie jest prosta.

Wiem, co wam przychodzi do głowy, gdy patrzycie na okładkę tej książki. Ale uwierzcie mi na słowo - Making faces nie jest typowym romansem. Owszem, takowy wątek odgrywa dość ważną rolę w całej powieści, jednak najważniejsza jest płynąca z niej lekcja. Nie jest to bynajmniej coś nachalnego - nie ma się wrażenia, że autorka na siłę stara się czegoś nas nauczyć i wymusza na nas dane reakcje. Wszystko jest poprowadzone sprawnie i delikatnie. Główną rolę gra tu wątek walki o lepsze jutro, zmaganie się z przeszłością, utratą i poczuciem winy oraz coś, co mnie zachwyciło, bo poruszanie tego w książkach jako jeden z głównych tematów zdarza się stosunkowo rzadko - mianowicie niepełnosprawność.

Gdy się komuś długo przyglądasz, przestajesz widzieć doskonały nos albo proste zęby. Przestajesz widzieć bliznę po trądziku i dołek na brodzie. Te cechy zaczynają się zamazywać, a ty nagle widzisz kolory i to, co kryje się w środku, a piękno nabiera zupełnie nowego znaczenia.
Ciężko mi pisać tę recenzję, przyznaję. Dopiero co skończyłam czytać tę książkę i jeszcze nie pozbierałam swojego serca z podłogi. Mam w głowie mnóstwo myśli, dlatego chcę je przelać tutaj. O twórczości Amy Harmon wiele się ostatnio słyszy - jej najpopularniejsze tytuły to Prawo Mojżesza oraz Pieśń Dawida. Te książki jednak nie zainteresowały mnie tak jak Making faces. Sięgając po ten twór, nie spodziewałam się, że spotkam się z wątkiem niepełnosprawności i byłam z początku lekko zdezorientowana. Podjęcie się dwóch tak trudnych tematów, jak właśnie utrata przyjaciół w wojnie oraz niepełnosprawność wymaga dużej wiedzy i wrażliwości, czego autorce nie brakuje. Żeby nie było niedomówień - obie te rzeczy nie spotkały jednej osoby. Bailey to wiecznie uśmiechnięty i pozytywnie nastawiony kuzyn Fern, który przez całe swoje życie zmaga się z dystrofią mięśniową i jest praktycznie przykuty do wózka. Mimo tego nie brakuje mu chęci do życia, co ma odzwierciedlenie w latach, które już przeżył. Większość dzieciaków z tą przypadłością nie dożywała takiego wieku, jaki osiągnął Bailey - był on bowiem w wieku naszej głównej bohaterki i ani myślał schodzić z tego świata. Uważam go za jedną z lepszych postaci.
Kiedyś bałem się, że pójdę do piekła. Ale teraz w nim jestem i wcale nie wydaje się takie straszne.
Cała powieść rozgrywa się na kilku płaszczyznach czasowych - mamy przeszłość i teraźniejszość. Aktualne wydarzenia przeplatają się ze wspomnieniami pisanymi kursywą, aby łatwiej było nam się w nich połapać oraz abyśmy zrozumieli niektóre dylematy czy wybory bohaterów. Fabuła jest przedstawiana w 3 osobie, co zazwyczaj powoduje u mnie dyskomfort, jednak tutaj dość szybko się do tego przyzwyczaiłam i przestałam zwracać na to uwagę. Autorka ma swobodny i przystępny styl pisania, dzięki czemu zanim się obejrzymy, już kończymy ostatni rozdział. Z jednej strony postrzegam to jako plus, natomiast z drugiej aż mi przykro, że tak szybko dotarłam do końca.

Bardzo przypadła mi do gustu postać Ambrose'a. Spodziewałam się typowego samca alfa, jakiego zazwyczaj spotykamy w tego rodzaju książkach, natomiast dostałam spokojnego, ciekawego świata i mądrego chłopaka, który na długo pozostanie w moim sercu. Sam wątek wojny był świetnie rozegrany, ponieważ akcja w książce rozpoczyna się w 2001 roku oraz opisuje zamach na World Trade Center, tym samym ukazując początek wojny. Mamy tu również pokazane okrucieństwo i niesprawiedliwość naszego świata - żołnierze giną za kraj, zostawiają rodzinę, dzieci, cierpią, aby nam mogło być dobrze.

Making faces porusza również temat samoakceptacji oraz akceptacji innych ze względu na wygląd. Brakowało mi tego w literaturze. Wątek miłosny też został zgrabnie poprowadzony, a ja czasem rumieniłam się przy czytaniu. Ambrose był absolutnie przekochany, a Fern urocza i prawdziwa - wiele dziewczyn mogłoby się z nią utożsamić. Polecam tę książkę dosłownie każdemu. Jest to kawał naprawdę dobrej literatury.

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję:
http://editio.pl/

32 komentarze :

  1. Bardzo podobała mi się ta książka :) Autorka pokazała, że potrafi :) Moja ulubiona powieść z tych które do tej pory się ukazały, a mam nadzieję, że będzie ich więcej :)

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♥
    Szelest Stron

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam ją i bardzo mi się podobała :) Ogólnie lubię twórczość Amy Harmon, poprzednie jej książki również były dobre :)
    Pozdrawiam,
    Zagubiona w słowach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałabym się zapoznać z pozostałymi jej książkami :)

      Usuń
  3. Nie czytałam. Nie znam twórczości tej autorki, choć o autorce słyszałam. Jestem ciekawa, zachęciłaś mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że ta książka by ci się spodobała, bo wydaje mi się, że mamy dość zbliżony gust.

      Usuń
  4. Książka czeka w kolejce na przeczytanie, ale liczę na dobrą przygodę czytelniczką, ponieważ poprzednie książki tej autorki strasznie mi się podobały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta na pewno też przypadnie ci do gustu :)

      Usuń
  5. Bardzo zaciekawiła mnie Twoja recenzja. Jakiś czas temu słyszałam o tej książce, jednak usłyszana i zapomniana. Po zapoznaniem się z Twoją recenzją mam nadzieję, że niedługo wpadnie ona w moje ręce. :)

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, również pozdrawiam! :)

      Usuń
  6. Od razu zapisuję tę powieść jako MUST HAVE. To jak ją tu przedstawiłaś zachęciło mnie na tyle, że chyba nie będę czekać i od razu ją kupię :D
    Pozdrawiam :D
    http://books-world-come-in.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę i będę oczekiwać na recenzję u ciebie :D

      Usuń
  7. Nie czytałam jeszcze żadnej książki tej autorki, ale słyszałam o niej dużo dobrego. Muszę koniecznie bliżej zainteresować się "Making faces", bo zapowiada się świetna lektura :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zainteresowałaś mnie tą książką :D Nie czytałam, żadnych książek tej autorki, jakoś nawet nie zwracałam na nie uwagi, ale ta wydaje się bardzo dobra :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też wcześniej nie zwracałam zbytniej uwagi, ale Making faces jest naprawdę świetna i warto przy niej przystanąć :)

      Usuń
  9. Uwielbiam tę pozycję! <3 Normalnie dzięki niej narodziła sie moja miłość do Amy Harmon i jej wcześniejsze ksiażki czekają juz na półce do przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja koniecznie muszę się zaopatrzyć w jej pozostałe książki, bo ta mnie zachwyciła! ♥

      Usuń
  10. Książka raczej nie dla mnie. Wnioskuję po cytatach. Tak może bym się skusiła, ale taka próbka stylu autorki mówi mi, że nie dałabym rady przeczytać całej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto spróbować, może jednak by ci się spodobała :)

      Usuń
  11. Czytałam Twoje słowa, opisujące wrażenia lektury i zastanawiałam się głęboko nad wieloma kwestiami. Pierwszą - trudny i często przemilczasny temat niepełnosprawności i miłości do złamanej wojną duszy. Z pewnością - front łamie jednostki, nawet najszlachetniejsze, tragedie powracają, rany - przede wszystkim mentalne nigdy się nie zabliźnią. Ujęła mnie niewzruszona i ufna miłość Fern, obrazująca złożoność tego uczucia i postrzeganie innych przez jego pryzmat. Miłosć uszlachetnia - nie tylko nas samych, ale również kochane osoby :)

    Myślę, że potrzebujemy takich mądrych książek, w których brak przykrej tendencyjności, a jednocześnie przekaz jest klarowny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się całkowicie! Mnie również zachwyciła miłość Fern, dziewczyna została wykreowana naprawdę świetnie i widać, że autorka miała na nią bardzo konkretny pomysł :)

      Usuń
  12. Muszę ją w takim razie przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Czytałam wiele recenzji na temat tej książki i już się nie umiem doczekać aż sama ją przeczytam :) Wydaje się trafiać w mój gust :)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie: http://tworze-czytam-fotografuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytałam ją ❤ Cudowna książka, pomimo tego że miała parę niedociągnięć. Na długo zapisuje się w pamięci ❤

    Ewelina z redgirlbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Ostatnio zastanawiałam się nad nią w bibliotece ale miałam już naręcze kryminałów ale w kwietniu na pewno dla odmiany klimatu wpadnie w moje ręce. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Jestem tu, a nie przy najnowszej recenzji, gdyż u mnie na dniach również pojawi się recenzja "Dwru mgieł i furii", a nie chcę się podświadomie zainspirować :D Jak skończę swoją reckę to nadrobię u cb :)
    Książka ta ciekawi mnie od bardzo dawna, zwłaszcza, że czytałąm prawo Mojżesza tej samej autorki i jestem nim zachwycona <3 Dlatego ta książka również jest dla mnie obowiązkowa <3 Prawo Mojżesza to zdecydowanie nie jest głupiutka książka dla młodzieży. Mam nadzieję, że na "Making face" się nie zawiodę i będzie równie dobra. Choć po opisie na to się zapowiada <3
    Buziaki :*
    pomiedzy-wersami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno się nie zawiedziesz - ja po Making faces mam ochotę na więcej książek tej autorki, więc mam nadzieję, że już niedługo nadrobię i też mi się spodoba :)
      Buziaki! <3

      Usuń

© Szablon wykonała Ronnie ™ | RONNIE creators