niedziela, 3 lipca 2016

Zanim się pojawiłeś - recenzja filmu

Zanim się pojawiłeś – recenzja filmu

Jak widzicie, dzisiaj wyjątkowo – zamieszczam recenzję filmu!:) Skłoniły mnie do tego emocje, które nadal odczuwam po obejrzeniu tego arcydzieła, choć w kinie byłam ponad tydzień temu.

Może zawierać spoilery!

„Zanim się pojawiłeś” to niewątpliwie produkcja, o której jest ostatnio bardzo głośno. Nic dziwnego. Historia jest naprawdę ciekawa i piękna, a aktorzy wcielający się w główne postacie bardzo dobrzy. Opowiada o nietypowym romansie pomiędzy sparaliżowanym Willem (Sam Claflin), który jest zgorzkniały i uszczypliwy przez nieszczęście, które go spotkało, i Lou (Emilia Clarke), dziewczynie, która desperacko potrzebuje pieniędzy, więc podejmuje się opieki nad mężczyzną. Początkowo Will jest bardzo negatywnie nastawiony do Lou (oraz do reszty świata, mówiąc szczerze), a ona stara się zdobyć jego sympatię. Zresztą, o sympatię do niej nie trudno. Jest niepoprawną, wiecznie uśmiechniętą optymistką, ma swój własny styl i poczucie humoru.
Po jakimś czasie między tą dwójką zaczyna rodzić się coś więcej. Wtedy właśnie Lou dowiaduje się o tym, że Will ma niedługo skrócić swoją mękę. Dziewczyna nie chce do tego dopuścić i żeby odwieść go od tego pomysłu, na nowo uczy go cieszyć się życiem.

Człowiek ma tylko jedno życie. I właściwie ma obowiązek wykorzystać je najlepiej, jak się da.

Muszę przyznać, że strasznie wciągnęłam się w tę historię. Piękne miejsca ukazane w filmie sprawiły, że zapragnęłam gdzieś wyjechać. Śmiałam się często, ponieważ poczucie humoru i sarkastyczne odpowiedzi Willa były naprawdę komiczne. Niepokoiłam się, kiedy wyszło na jaw, co mężczyzna zamierza zrobić. I płakałam. Naprawdę dużo.
Emilia Clarke i Sam Claflin stanęli na wysokości zadania. Idealnie pokazali, przez co przechodzili bohaterowie i wszystko było na tyle autentyczne, że zakończenie wręcz rozerwało moje serce na strzępy. Była między nimi ta "chemia", dzięki której wszystko było barwniejsze. Kostiumy idealnie oddawały klimat i dodały trochę magii do historii. Niestety nie czytałam jeszcze książki, więc aż do zakończenia filmu miałam nadzieję, że Will jednak zmieni zdanie. Nie zrobił tego.

Gdybym miała możliwość, pojechałabym obejrzeć „Zanim się pojawiłeś” jeszcze raz. A potem znowu. I kolejny raz. Historia naprawdę wyciska łzy z oczu i nie daje o sobie długo zapomnieć. Niezwykle barwnie ukazanych postaci nie da się nie lubić. Produkcja zmusza do refleksji. Moim zdaniem jest to jeden z lepszych melodramatów tego wieku.

Ocena: 8/10


15 komentarzy :

  1. Bardzo chce wybrać się na film bo czytałam książkę i strasznie mi się podobała, ale jeszcze nie wiem kiedy będę mogła. Zapraszam na moja recenzje książki "Zanim się pojawileś"
    cosdoprzeczytania.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku, tyle ostatnio słychać zarówno o książce jak i o filmie, że muszę w końcu przynajmniej przeczytać:) a z twojej recenzji wnioskuję, że mi się spodoba;)
    Pozdrawiam books--my-life.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno się spodoba:)
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  3. Film na pewno obejrzę, ale jeszcze przede mną książka. Więc dopiero po przeczytaniu będę oglądać, a do tego może minąć sporo czasu :).

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♡
    Szelest stron - kilk!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie chcę tego filmu oglądać. Nie chcę, nie chcę, nie chcę, nie chcę :( Ale nie wiem czy dam radę się obronić, w końcu to Sam Claflin.... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się nie umiałam powstrzymać:D

      Usuń
  5. Ostatnio u ciebie byłam z moim postem o tej książce >>>
    Film był doskonały, a gra aktorska nieziemska. Chętnie poszłabym na niego jesczcze raz, przysięgam. Jak tylko wyjdzie to kupię płytę i będę płakać.

    zapraszam na nowy post x http://want-cant-must.blogspot.com/2016/07/fanfiction-co-to-jest-i-czy-warto.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, cudny był i też bym chciała iść na niego jeszcze raz:(

      Usuń
  6. Miałam tak samo jak Ty! Ledwie wyszliśmy z sali, a ja już ciągnełam chłopaka do kas, żeby kupić bilety na kolejny seans, a najlepiej na wszystkie tego dnia :P
    Emilia mnie rozbroiła, pierwszy raz od baaardzo dawna bardziej skupiłam się na żeńskiej postaci. Co nie znaczy, że Claflinowi czegokolwiek brakowało, co to, to nie ;).
    Pozdrawiam ciepło,
    https://doinnego.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Aktorzy idealnie dobrani i ogólnie cudowna chemia między nimi:)
      Również pozdrawiam

      Usuń
  7. Książki, podobnie jak ty, nie czytałam, ale film obejrzałam i mam podobne odczucia!
    Scena z ostatniego Gifu, gdy Will podarowałam jej te urocze rajstopy zawładnęła mym sercem! To było piękne. I urocze. Niezwykle urocze.
    Generalnie płakałam, dużo płakałam i moje uczucia były w totalnej rozsypce. Z jednej strony nienawidziłam Willa, a z drugiej doskonale rozumiałam jego decyzję...
    Film był piękny i jestem pewna, że w przyszłości do niego wrócę 😊
    Pozdrawiam!
    Zaczytana Iadala

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam w planach film, ale najpierw książka :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Film był naprawdę dobry i bardzo mi się podobał :)
    Szczególnie stroje Lou. Co prawda, nie płakałam na filmie, ale reszta kina tak.
    Pozdrawiam,
    Alicja, recenzje-by-my.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Podoba mi sie pomysl na fabule ^^ Zapewne kupie, moja mama tez chetnie by przeczytala ^^

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja niestety w kinie nie byłam, ale obejrzałam w internecie. Rzeczywiście bardzo wzruszający film. I teraz nie wiem, czy ruszać książkę, czy nie! Co do Emilii, to ona zdecydowanie dała tu z siebie wszystko.

    Pozdrawiam, seekerofthebooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

© Szablon wykonała Ronnie ™ | RONNIE creators