sobota, 30 lipca 2016

TOP 6 moich książkowych chłopaków

Myślę, że każda książkoholiczka ma listę swoich ulubionych książkowych chłopaków, o których bardzo przyjemnie się czyta i łatwo nie zapomina. Ja również taką posiadam. Oto ona:)

1. Daemon Black (seria Lux)

Oczywista oczywistość! Odkąd sięgnęłam po serię Lux, mam małą obsesję na punkcie Daemona. Zresztą, z tego co wiem, nie tylko ja jestem nim totalnie zauroczona.

wtorek, 26 lipca 2016

Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno - Kirsty Moseley

O tej książce usłyszałam jakoś w czerwcu, ale nie czułam potrzeby sięgnięcia po nią. Zmieniło się to, kiedy przeczytałam jej recenzję, którą zamieściła Natalia z bloga BookParadise. Serdecznie zachęcam do zerknięcia:)

Ilość stron: 351
Wydawnictwo: HarperCollins
Kategoria: literatura młodzieżowa

Amber to dziewczyna, która przez traumatyczne przeżycia z dzieciństwa unika wszelkiego kontaktu fizycznego. Dotykać ją może tylko jej matka, brat (Jake) i... Liam, najlepszy przyjaciel jej brata i zarazem chłopak, który za dnia doprowadza ją do szału. W nocy bowiem z napalonego megadupka zmienia się w troskliwego, czułego chłopaka, który zrobiłby wszystko, aby ją chronić i właśnie dlatego 8 lat temu zaczął zakradać się do niej przez okno każdej nocy. Bez niego dziewczyna dręczona koszmarami nie potrafi zasnąć. Tylko wtulając się w Liama jest w stanie przespać spokojnie całą noc.

Kirsty Moseley odniosła ogromny sukces, publikując swoje powieści w internecie. Autorka jest porównywana do takich bestsellerowych pisarek jak: Anna Todd, Colleen Hoover i Jennifer L. Armentrout. 

Na samym początku muszę oczywiście pochwalić okładkę. Cudownie wydana książka. Tytuł również mnie zauroczył, jestem po prostu zakochana. Co do porównywania autorki do Colleen i Jennifer - nie zgadzam się z tym, natomiast od Anny Todd jest zdecydowanie lepsza. 

piątek, 22 lipca 2016

Nostalgia anioła - Alice Sebold


Błyskotliwa, wzbudzająca ogromne emocje powieść o życiu i śmierci, radości i smutku, przebaczeniu i zemście, a także o miłości, gojeniu duszy i zapominaniu. Książka, która wstrząsnęła milionami ludzi na całym świecie. Narratorką opowieści jest czternastoletnia Susie Salmon, która przemawia do czytelnika z nieba. Zgwałcona i zamordowana przez miłego sąsiada, a zarazem seryjnego gwałciciela, obserwuje życie na Ziemi, które toczy się już bez jej udziału: przyjaciół i rodzinę nietracących nadziei, że zostanie kiedyś odnaleziona, młodszego braciszka starającego się zrozumieć znaczenie słowa „odeszła”, zabójcę zacierającego ślady zbrodni i policję prowadzącą poszukiwania. Zwiedza niezwykłe miejsce zwane niebem bezmiernym, w którym się znajduje, gdzie każde jej życzenie zostaje natychmiast spełnione, z wyjątkiem jednego – możliwości powrotu do ludzi, których kocha.


Książka ta wstrząsnęła mną dogłębnie. Miałam to szczęście, żeby przeczytać ją przed obejrzeniem filmu, bo była bez wątpienia lepsza. Lubię czytać tego typu historie i uważam, że każdy powinien je znać chociażby po to, aby wyrobić sobie opinię i głębiej pojąć, co się właściwie dzieje wokół nas. Nie było łatwo czytać tę powieść, szczególnie gdy już doszło do gwałtu i zabójstwa 14-letniej dziewczyny, a bezwzględny morderca z wielkim spokojem zacierał wszelkie ślady.

niedziela, 17 lipca 2016

Losing hope - Colleen Hoover


Po wzięciu „Losing hope” do rąk byłam pewna, że jest to zwyczajna kontynuacja „Hopeless” - dalsze losy bohaterów. Kiedy zostałam uświadomiona, że jest to ta sama historia widziana oczami Holdera, bardzo martwiłam się, że będzie mnie to po prostu nudziło. Czy tak się stało?

Czasami, aby pójść naprzód, trzeba najpierw sięgnąć głęboko w przeszłość. Przekonał się o tym Dean Holder. Przez wiele lat zmagał się z poczuciem winy, że kiedyś pozwolił odejść małej dziewczynce. Od tego czasu szukał jej uparcie, ale nie spodziewał się, że gdy ponownie się spotkają, ogarną go jeszcze większe wyrzuty sumienia.
 
"Losing Hope" to historia trojga młodych ludzi naznaczonych przez traumatyczne doświadczenia. Każde z nich wybrało inny sposób na to, by sobie z nimi poradzić – nie każde z nich wybrało życie.


Po przeczytaniu książki byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Co prawda, nie czułam żadnego dreszczyku emocji ani zniecierpliwienia, ponieważ wiedziałam już, co się wydarzy. Nie oznacza to jednak, że nie byłam zachwycona lekturą. „Losing hope” czyta się szybko, ale odczuwa się wszystkie emocje, które towarzyszą Holderowi. Mamy okazję poznać głębię uczucia, którym darzył Sky. Cudowna historia opowiedziana na nowo pozwala nam wypełnić luki pierwszej części, tym samym poznać powody niektórych reakcji Deana, których nie rozumieliśmy w „Hopeless”.

piątek, 15 lipca 2016

Lucian - Isabel Abedi


Po pierwszym spojrzeniu na okładkę i opis kołatała mi się w głowie tylko jedna myśl: na pewno denna historia o wampirach czy aniołach. Nie wiem, dlaczego akurat te stworzenia przyszły mi do głowy. W każdym razie, zraziłam się już na samym początku. Byłam przekonana, że to kolejna oklepana historia, która nie wniesie do mojego życia niczego ciekawego. Czy okazało się to prawdą?

- Czy przyszło ci kiedyś do głowy, że Lucian może… nie być człowiekiem?
Spuściłam wzrok.
- Nie - wyszeptałam. Pomyślałam jednak: "Tak".

Lucian nie ma przeszłości. Ma za to niepokojące sny – o nieznanej, ale bardzo mu drogiej dziewczynie. Rebeka od pierwszego spotkania czuje, że coś ją ciągnie do tego dziwnego chłopaka. Oboje rozpaczliwie próbują uwolnić się od siebie, lecz łącząca ich więź okazuje się zbyt silna. Zresztą czy na pewno tego właśnie pragną?

wtorek, 12 lipca 2016

Przypadki Callie i Kaydena - Jessica Sorensen


O Przypadkach powiedziała mi dawna koleżanka w wakacje 2015. Nie sądziłam, że ta historia mi się spodoba, raczej byłam sceptycznie nastawiona, a wspomniana koleżanka wręcz rozanielona przez tę książkę. Tak się złożyło, że im więcej usłyszałam o tej powieści, tym bardziej chciałam sama się przekonać o co właściwie tyle krzyku. „Przypadki Callie i Kaydena” (wraz z drugą częścią) dostałam na własne życzenie na święta. Nie żałuję tego. 
W trakcie naszej egzystencji pojawia się ten jedyny przypadek, który zbliża nas do siebie i przez chwilę nasze serca biją tym samym rytmem.”

Dla Kaydena cierpienie w milczeniu było jedynym sposobem, by przeżyć. Jeśli miał szczęście, nie wychylał się i wypełniał polecenia, mógł przetrwać kolejny dzień. Jednak pewnej nocy, kiedy zdawało się, że jego szczęście – a może nawet i życie – właśnie się kończy, pojawiła się ona...
Callie nie wierzyła w szczęśliwe zrządzenia losu. Przynajmniej od czasu swoich dwunastych urodzin, gdy odebrano jej wszystko. Kiedy najgorsze już minęło, dziewczyna pogrzebała uczucia i przysięgła nigdy nikomu nie zdradzić, co się naprawdę wydarzyło. Teraz, sześć lat później, nadal zmaga się z bolesną tajemnicą.
Gdy traf sprawia, że Kayden i Callie zaczynają uczęszczać do tego samego college’u, chłopak z determinacją postanawia poznać bliżej dziewczynę, która odmieniła jego los. Jest przekonany, że Callie nie pojawiła się w jego życiu bez powodu. Im bardziej próbuje stać się częścią jej świata, tym mocniej uświadamia sobie, że ona także potrzebuje ocalenia.
Chyba wszyscy przed czymś uciekamy. Tylko że wciąż próbuję zrozumieć, co to jest...”
Książka totalnie mnie zauroczyła. Postacie, historia, urokliwość ich narastającego uczucia po prostu pozostawiła odcisk na moim wrażliwym sercu i sprawiła, że jest to jedna z moich ulubionych pozycji. Muszę z bólem przyznać, że nawet ja, totalnie zakochana w Przypadkach, doszukałam się tam kilku błędów i wydarzeń powodujących irytację. Po pierwsze, Callie czasem zachowywała się zbyt przesadnie. To co jej się przytrafiło bez wątpienia odcisnęło się na jej psychice, ale czasem jest to wręcz drażniące – trzeba było się z nią obchodzić jak z jajkiem. Początek też się nieco dłużył, ale pomijając te fanty, książka ma w sobie coś naprawdę wyjątkowego.
„Sprawdź, jak daleko potrafisz dotrzeć, nawet jeśli się boisz.”
Callie to przeurocza postać. Jest taka opiekuńcza i delikatna, aż ma się ochotę ją przytulić. Jednak to Kayden zdobył moją sympatię od samego początku. Jest zabawny i kochany, mimo tego, z czym musiał się zmagać. Warto wspomnieć również o postaciach drugoplanowych – przyjaciołach tej dwójki. Autorka idealnie zadbała o ukazanie Setha i Luke'a w dobrym świetle. Cudownie dopełniają całą historię, są naprawdę sympatyczni i wielokrotnie zmuszają do uśmiechu przy lekturze.
Podsumowując – książka wymaga zaangażowania, jest w stanie wycisnąć kilka łez i sprawia, że bez pamięci zakochujemy się w bohaterach. Nie mogę jednak polegać tylko na tym, przy ocenie muszę zwrócić uwagę na ogół. O dziele pani Sorensen jest dosyć głośno, jednym się podoba, innym nie. Wiadomo; ilu ludzi, tyle opinii. Mimo mojej sympatii co do książki, wystawiam dosyć surową ocenę, ponieważ zdarzało mi się czytać dużo lepsze powieści.

Ilość stron: 365
Ocena: 6,5/10

poniedziałek, 4 lipca 2016

Pokój - Emma Donoghue


O książce powiedziała mi moja przyjaciółka, która była pod ogromnym wrażeniem tej historii. Od razu, kiedy zaczęła mi to opowiadać, z czymś to skojarzyłam. Jak się później okazało, miałam rację; jest to powieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Konkretniej: sprawą Josepha Fritzla, która wyszła na jaw w 2008 roku. Jeżeli ktoś nie jest w temacie, polecam się zagłębić. Uważam, że o takich wydarzeniach powinien wiedzieć każdy – takie rzeczy się dzieją i powinny być jeszcze bardziej nagłaśniane, żeby jakoś temu zapobiegać.

„Dla pięcioletniego Jacka Pokój jest całym światem. To tu się urodził, to tu bawi się i uczy ze swoją mamą. Na noc mama układa go do snu bezpiecznie w szafie na wypadek, gdyby przyszedł Stary Nick. Dla Jacka Pokój jest domem, dla jego Mamy więzieniem, w którym została zamknięta przed siedmioma laty. Dzięki ogromnej determinacji, pomysłowości i bezgranicznej matczynej miłości udało jej się stworzyć dla synka namiastkę normalności. Niestety ciekawość chłopca rośnie z wiekiem i Mama zdaje sobie sprawę, że Pokój nie wystarczy mu na długo…
Porywająca historia o matce i synu oraz ich miłości pozwalającej przetrwać to, czego przetrwać niepodobna. To powieść przejmująca, chwytająca za serce, poruszająca najczulsze struny naszej wrażliwości.

Zacznę od tego, że mam ciarki na całym ciele podczas pisania tej recenzji. Może ona być trochę chaotyczna ze względu na to, że ta historia naprawdę poruszyła wielką część mojego serca i nie pozwoliła o sobie zapomnieć jeszcze na długi czas po skończeniu czytania.

„Pokój” nie jest łatwą lekturą. Trzeba się naprawdę skupiać, żeby wszystko dokładnie zrozumieć, ponieważ narratorem jest pięcioletnie dziecko, które niewiele jeszcze rozumie i uważa, że pokój, w którym przyszło mu się wychowywać, jest całym światem i poza nim nie ma niczego. Wierzy, że zwierzęta, samochody, drzewa, kwiaty i właściwie wszystko, czego nie ma w Pokoju, istnieje tylko w telewizji.
Bardzo poruszyło mnie to, że Mama (pisana dużą literą nie bez powodu) stworzyła dla Jacka świat, który wydaje się być bezpieczny. Codziennie w tym ciasnym pokoju wykonywali wspólnie normalne czynności, takie jak ćwiczenie, gotowanie. Był też moment w ciągu dnia, kiedy organizowali „zawody” kto jest w stanie głośniej krzyczeć. To pokazuje, że kobieta ciągle miała jakieś nadzieje na wydostanie się z tego więzienia. Jack opisuje, że miała również dni, kiedy była Nieobecna – nie wstawała z łóżka, nie reagowała na słowo „mama” i wtedy chłopczyk musiał radzić sobie sam. W niedzielę miało miejsce coś, co nazywali „niedzielną rozpustą”. Wieczorem przychodził Stary Nick (oprawca) i przynosił im wszystko, czego potrzebowali do przetrwania. Warto też wspomnieć, że Mama nigdy nie pozwoliła Staremu Nickowi nawet spojrzeć na Jacka. Chroniła go od jego urodzenia.

Emma Donoghue postawiła przed sobą naprawdę trudne zadanie i moim zdaniem podołała mu. Przedstawiła te wydarzenia z perspektywy małego dziecka, co było nie lada wyczynem, bo zrobiła to naprawdę umiejętnie. Czytelnik jednak również musi się wysilić i zapomnieć całkowicie o wszystkim – poddać się i wczuć w umysł pięciolatka. Jeżeli tego nie zrobi, powieść będzie się ciągnęła w nieskończoność.


Nie przedłużając i nie spojlerując: książka bardzo wzrusza i wyciska mnóstwo łez; sprawia, że kibicujemy Jackowi i jego Mamie do samego końca. Jest to jeden z najlepszych utworów, które przyszło mi czytać. Nie z powodu wybitnego stylu pisania czy biegnącej wartko akcji, ale przez przedstawienie historii w ten sposób. Autorce należą się pokłony za to dzieło.

(Jeżeli już ktoś skusi się na tę książkę, idealny nastrój do czytania daje piosenka MS MR - All The Things Lost )

Ilość stron: 408
Ocena: 8/10

niedziela, 3 lipca 2016

Zanim się pojawiłeś - recenzja filmu

Zanim się pojawiłeś – recenzja filmu

Jak widzicie, dzisiaj wyjątkowo – zamieszczam recenzję filmu!:) Skłoniły mnie do tego emocje, które nadal odczuwam po obejrzeniu tego arcydzieła, choć w kinie byłam ponad tydzień temu.

Może zawierać spoilery!

„Zanim się pojawiłeś” to niewątpliwie produkcja, o której jest ostatnio bardzo głośno. Nic dziwnego. Historia jest naprawdę ciekawa i piękna, a aktorzy wcielający się w główne postacie bardzo dobrzy. Opowiada o nietypowym romansie pomiędzy sparaliżowanym Willem (Sam Claflin), który jest zgorzkniały i uszczypliwy przez nieszczęście, które go spotkało, i Lou (Emilia Clarke), dziewczynie, która desperacko potrzebuje pieniędzy, więc podejmuje się opieki nad mężczyzną. Początkowo Will jest bardzo negatywnie nastawiony do Lou (oraz do reszty świata, mówiąc szczerze), a ona stara się zdobyć jego sympatię. Zresztą, o sympatię do niej nie trudno. Jest niepoprawną, wiecznie uśmiechniętą optymistką, ma swój własny styl i poczucie humoru.
Po jakimś czasie między tą dwójką zaczyna rodzić się coś więcej. Wtedy właśnie Lou dowiaduje się o tym, że Will ma niedługo skrócić swoją mękę. Dziewczyna nie chce do tego dopuścić i żeby odwieść go od tego pomysłu, na nowo uczy go cieszyć się życiem.

Człowiek ma tylko jedno życie. I właściwie ma obowiązek wykorzystać je najlepiej, jak się da.

Muszę przyznać, że strasznie wciągnęłam się w tę historię. Piękne miejsca ukazane w filmie sprawiły, że zapragnęłam gdzieś wyjechać. Śmiałam się często, ponieważ poczucie humoru i sarkastyczne odpowiedzi Willa były naprawdę komiczne. Niepokoiłam się, kiedy wyszło na jaw, co mężczyzna zamierza zrobić. I płakałam. Naprawdę dużo.
Emilia Clarke i Sam Claflin stanęli na wysokości zadania. Idealnie pokazali, przez co przechodzili bohaterowie i wszystko było na tyle autentyczne, że zakończenie wręcz rozerwało moje serce na strzępy. Była między nimi ta "chemia", dzięki której wszystko było barwniejsze. Kostiumy idealnie oddawały klimat i dodały trochę magii do historii. Niestety nie czytałam jeszcze książki, więc aż do zakończenia filmu miałam nadzieję, że Will jednak zmieni zdanie. Nie zrobił tego.

Gdybym miała możliwość, pojechałabym obejrzeć „Zanim się pojawiłeś” jeszcze raz. A potem znowu. I kolejny raz. Historia naprawdę wyciska łzy z oczu i nie daje o sobie długo zapomnieć. Niezwykle barwnie ukazanych postaci nie da się nie lubić. Produkcja zmusza do refleksji. Moim zdaniem jest to jeden z lepszych melodramatów tego wieku.

Ocena: 8/10


piątek, 1 lipca 2016

Top 5 autorów

Top 5 moich ulubionych autorów

W tych czasach, kiedy w prawie każdym mieście znajduje się naprawdę dobra księgarnia czy biblioteka, nietrudno o świetną książkę i wręcz fenomenalnego autora. Pisarze w tych czasach doskonale opanowali sztukę bawienia się odczuciami czytelnika, co sprawia, że kochamy ich nawet jeszcze mocniej. W dzisiejszym poście przedstawiam wam pięciu moich ulubionych autorów!:)

1. Nicholas Sparks
Pierwszą książką jego autorstwa, którą przeczytałam, była „Ostatnia piosenka”. Jak można się już domyślić, kompletnie zauroczyła mnie ta powieść. Nicholas ma wielki talent do opisywania, dzięki czemu wyobraźnia czytelnika ma duże pole do popisu. Przeczyłam już 6 książek tego autorstwa i zamierzam sięgnąć po więcej,

2. Anthony Horowitz
Jak na razie przeczytałam tylko serię „Księgi Pięciorga” tego autorstwa, a już mogę stwierdzić, że Horowitz to jeden z najlepszych autorów, z których twórczością miałam okazję się zetknąć. Jego książki zachowują mroczny, lekko przerażający klimat i wciągają bezpowrotnie. Wokół mnie mogłaby spaść bomba, a to i tak nie odciągnęłoby mnie od lektury.

3. Jodi Picoult
Jak już wspominałam na blogu, niezwykle utalentowana kobieta. Jej książki zawsze dotykają trudnych tematów, o których mało się mówi i wie. Picoult tak operuje językiem i akcją, że czytelnik jest zdezorientowany aż do samego końca, nigdy nie wiadomo, jak powieść się skończy. Właśnie ten element zaskoczenia przyciąga mnie do jej twórczości najbardziej.

4. Kerstin Gier
Autorka „Trylogii Czasu”. Pisze umiejętnie i bardzo ciekawie, czym zasłużyła sobie na mój szacunek i sympatię. Wymyśla historie niebanalne i tak prowadzi akcję, że czytelnik nie czuje się zmęczony czy znudzony, tylko autentycznie zaangażowany. Wydarzenia są równomierne; akcja-odpoczynek, i tak w kółko.

5. Jennifer L. Armentrout
Po prostu królowa igrania z uczuciami czytelnika. Podczas czytania jej książek czujemy się identycznie jak główna postać – boimy się, martwimy, cieszymy i przeżywamy zauroczenia. Autorka doskonale wie, jak sprawić, że na długo nie będziemy w stanie zapomnieć o jej książce. Ba, zapomnieć! My nie będziemy w stanie odłożyć jej na półkę!


© Szablon wykonała Ronnie ™ | RONNIE creators